sobota, 9 marca 2013
ZombieStory 6
Po drodze minęliśmy 3 samochody jadące w przeciwnym kierunku. Zapewne jak każdy szukają bezpiecznej strefy .Zatrzymaliśmy się na stacji by zatankować.. Tej nocy miałam dość wysoką gorączkę... potrzebowałam odpoczynku. Cały czas żyłam w stresie.. no i stało się .. straciłam przytomność. Nie mam pojęcia co się za mną działo....ale miałam piękny sen. Że wszystko powróciło do normy. Fakt ,że minimum 90 % polaków już nie było... bo nie wiem co z resztą krajów..ale można było zacząć wszystko od nowa. Od zera praktycznie. Dla każdego znalazła się jakaś praca. Nie groziło nam już nic....zupełnie nic. Obudziłam się w łóżku... z zimnym okładem na głowie okryta kołdrą i kocem. Na stoliku obok stała szklanka z wodą i leżała też aspiryna. Była też kartka w której było napisane " Wrócę o 18 ,nie martw się o mnie . Pojechaliśmy po broń i dodatkowe jedzenie" . W sumie to dokładnie nie wiedziałam gdzie jestem,dlaczego tam jestem i czy ktoś oprócz mnie jest w tym mieszkaniu. Była tam jedna dziewczyna - Klaudia. Była w moim wieku,blondynka o długich pięknych włosach .Wraz z nią był też jej chłopak Mateusz i Klaudii rodzice. Klaudia opowiedziała mi historie przez która znalazła się właśnie tu i teraz. Mówiła,że wcześniej mieszkała w Koszalinie. Jej rodzice już po pierwszej informacji w telewizji postanowili wyruszyć w drogę. Znaleźli to mieszkanie i postanowili zabezpieczyć je tak, aby zimni nie mogli sie dostać. Obok mieszkają też inni ludzie. Można to nazwać taką " bezpieczną strefą" . Wybiła godzina 18 ,a chłopaków nadal nie ma . Nie wiedziałam już co mam ze sobą zrobić. Odchodziłam od zmysłów. Przez głowę przechodziły mi same najczarniejsze scenariusze.
ZombieStory 5
...Pojechaliśmy do Koszalina..Chłopaki z przodu,a ja na tylnym siedzeniu. Całą drogę milczałam. Bo w sumie sama nie widziałam co mogę powiedzieć. Kacper nie był zadowolony z mojej samotniej wyprawy..ale przecież wiedziałam,że by mnie nigdzie nie puścił .. i go doskonale rozumiem. Jeździliśmy po okolicach .. patrzeliśmy co da się ocalić.. trzeba było skołować jakąś broń i większe zapasy jedzenia.Tyle co znajdowało się w moim plecaku to by zaledwie starczyło dla mnie i Kacpra. Nikt się w sumie nie odzywał. Jedynie w samochodzie było słychać radio i dźwięk silnika podczas jazdy. W wiadomościach nie mówili zbyt wiele...informowali w jakich miejscach można się jeszcze zgłosić gdy jest się " ocalałym " . To dziwne... a jeżeli ktoś jest zarażony a nawet nie jest tego świadomy ? Wpuszczą go do tych jeszcze całych .... przecież to nieodpowiedzialnie i niebezpieczne. Mniejsza z tym. Zatrzymaliśmy się na chwile już przed jakimś spożywczakiem...Mosiek powiedział,że mam nie wychodzić z samochodu ,a gdy będą wracać to na ich znak mam otworzyć bagażnik. Nie miałam innego wyboru i musiałam zostać. Mija 5,10,15 minut... zaczęłam się martwić... przez myśl przeszło mi wiele czarnych myśli... już chciałam iść zobaczyć za nimi gdy wybiegli ze sklepu i wskazali na tył auta. Otworzyłam bagażnik i chwila później już byli w środku...samochodu oczywiście. No i odjechaliśmy. Najlepsze było to ,że nie jechaliśmy w kierunku Sianowa... sama nie wiem dokąd. Zapytałam chłopaków co jest grane. Kacper mi powiedział,że musimy poszukać bardziej bezpiecznego miejsca. I tak z pełnym bagażnikiem jedzenia,bronią,amunicją wyruszyliśmy w podróż... Dokąd ? Nikt tego jeszcze nie wie. Tam gdzie wiatr nas poniesie. Chociaż z tego co mi się udało podejrzeć to wydaje mi się że jedziemy w stronę Stargardu Szczecińskiego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)