czwartek, 27 grudnia 2012

Zombie story 4

...Nie miałam innego wyjścia niż jak wejść do środka sklepu i postarać się zatarasować jakoś okno. Złapałam półkę na której była masa herbat i przesunęłam ją pod okno.Oni nie mieli szans się dostać do środka jednakże tak samo ja nie miałam szans by wydostać się na zewnątrz.Jedynym sposobem odciągnięcia ich uwagi było żywe ciało lub świeżo zagryzione.Przez ten czas gdy zombiaki się dobijały do tego by mnie zjeść,opanowałam troszeczkę emocje zjadając 3 paczki cukierków o smaku melisy.Postanowiłam zapakować troszkę jedzenia w plecak ,który ze sobą zebrałam. Spakowałam jakieś mrożonki, zupki chińskie, kaszki dla dzieci, mleka w proszku...apteczkę i inne takie. Usłyszałam odgłos kilku strzałów wystrzelonych z pistoletu. Nie ukrywam,że przeraziłam się ,że ktoś chce mnie zabić. Poczekałam chwilę i wychyliłam się zza szafki wyglądając przez okno.Stał tam Kacper.Nie wiedziałam,że ma broń. Nie sądziłam ,że przyjdzie po mnie i tak szybko zorientuje się ,że mnie nie ma w bloku. Ale..... nie był sam. Broń należała do jego najlepszego przyjaciela o pseudonimie " Mosiek" .Mosiek stracił całą rodzinę,wszyscy z wioski z której on pochodził przeobrazili się w bezuczuciowe zombie. Przyjaciel miał ciemne włosy i ciemno brązowe oczy,niewielki zarost i charakterystyczny pieprzyk na prawym policzku.Miał ubraną ciemno brązową skórę i kapelusz...jak jeden z gości z westernu. Oni Kacper ani on nic nie mówili. Po prostu gestykulując pokazali mi ,że mam być cicho i za nimi biec. Więc odsunęłam szafkę i wybiegłam ze sklepu.Wsiedliśmy do auta,którym przyjechał Mosiek i ruszyliśmy w drogę.

środa, 26 grudnia 2012

Zombie story 3

...Już przy samych wyjściowych drzwiach od strony zewnętrznej czekała na mnie niespodzianka. Jeden zimny jadł mojego sąsiada...dosłownie. Oblizywał jego palce ,delektując się smakiem krwi,która zaplamiła cały najbliższy obszar chodnika..Bałam się wyjść... czułam ,że nie jestem jeszcze gotowa.Wróciłam się póki jeszcze przegniłe zombie mnie nie zauważyło.W końcu zdałam sobie sprawę ,że na prawdę jest ciężko w naszym bloku z jedzeniem...ale przecież nie mogłam pójść do ludzi z drugiego bloku ,bo wiedziałam,że u nich też nie jest zbyt ciekawie. Zebrałam swoje myśli w całość i otworzyłam drzwi. Nożem Kacpra bez zawachania rozcięłam tył głowy zombiaka,ale on nadal żył...nie rozumiałam dlaczego. Postanowiłam go przewrócić sprzedając mu pospolitego kopniaka.Upadając rozbił sobie głowę o krawężnik i chyba to mnie uratowało.Szczątki śmierdzącego zielonego mózgu pływały w krwi która tryskała z zagryzionego sąsiada.Najpewniej chciał się on dostać do naszego bloku i nikt go nie usłyszał..bo pewnie wszyscy myśleli ,że to dobijające się do drzwi szwendacze. Nie moglibyśmy też ryzykować wpuszczeniem go do środka,przecież nie mielibyśmy pewności czy nie został on przypadkiem ugryziony/zarażony przez zimnych. Postanowiłam,że najpierw postaram się dostać do "żabki" .Więc START. Biegłam w stronę żabki,po drodze minęłam stado zimnych stojących przy placu zabaw...dorwali jakiegoś psa i go pałaszowali ..więc miałam farta bo ich uwaga była chwilowo odwrócona. Drzwiami nie miałam szans się dostać ...więc postanowiłam złapać za jakiś większy kamień i rozbić szybę. I zrobiłam to. To był jednak błąd. Alarm sklepowy był bardzo głośny ,a jego dźwięk zaczął zwabiać coraz więcej zimnych.

sobota, 8 grudnia 2012

Zimowe szaleństwo .

Śnieg sypie cały czas... grube płaty śniegu zasypują drogi.. a odśnieżarki śniegiem z dróg zasypują chodniki. Jutro Kacpra urodziny,prezent już dla niego mam i mam zamiar dać mu go z samego rana ;) Strasznie irytują mnie ostatnio otaczający mnie ludzie... a szczególnie rodzina. Nie przepadam za świętami i za przymusowym wyjazdem bo dziadków na wieś. Nie mam tam co robić.. i wigilia i składanie sobie fałszywych życzeń nie są dla mnie zbyt wielką atrakcją. Pierwsze mrozy ,a mój termometr już świruje  :
Tak,ta dolna temperatura jest zewnętrzna :D Napisaliście już listy do świętego mikołaja ?

czwartek, 6 grudnia 2012

Zombie story - 2.

...Nie wychodziłam nigdzie na dwór..bałam się.Siedziałam w domu z Kacprem ( moim chłopakiem) i rodzinką w domu i obserwowaliśmy w internecie i w telewizji co się dzieje. Zawsze myślałam o dniach apokalipsy... Nie wyobrażałam sobie samego tego początku tylko sam ten przebieg. Masa zombie,kołowanie sobie broni,szukanie dobrej kryjówki,walka o przetrwanie itd. Chyba nie byłam jeszcze gotowa,aby moje myśli  z dnia na dzień stały się rzeczywistością. Jakoś ciężko mi było w to uwierzyć. Nie byłam gotowa na widok śmierci na własne oczy.. w sensie takiej prawdziwej..bez fantastyki i aktorów i wgl. Miesiąc później na moim osiedlu trochę się pozmieniało. Nie zostało zbyt wielu ludzi.Zebraliśmy się na spotkanie z resztą żywych mieszkańców. Postanowiliśmy zamieszkać w trzech blokach leżących obok siebie. Nie było takiego czegoś jak mieszkania.Każdy miał swój pokój. Drzwi wejściowe od mieszkań wykorzystaliśmy do zatarasowania drzwi wejściowych do klatki. Żywności zostało nam niewiele. Próbowaliśmy przetrwać do tej pory z jedzenia jakie pozostało w "starych" mieszkaniach. Nie miałam ochoty wychodzić na dwór,nikt nie miał. No niestety,ale trzeba było pobiec do jakiegoś najbliższego sklepu po coś na ząb,jakieś środki przeciwbólowe i coś do higieny. Nie mówiłam nikomu,że wychodzę z budynku,bo doskonale widziałam,że by nie wyrazili na to zgody ze względu na moje bezpieczeństwo. Dlatego gdy Kacper pomagał mojemu tacie w przybijaniu jakiś desek w pokojach na parterze to z jego kieszeni od spodni wyciągnęłam nóż,owinęłam rękawy od bluzy taśmą izolacyjną i ruszyłam po kryjomu w stronę drzwi głównych wyjściowych.



----------------------------------------------------------------------
Realny świat :
Dawno się tak nie uśmiałam na praktykach jak dziś. Weszła do sklepu starsza grubsza pani,ze swoim synkiem(może 2 klasa podstawówki) po buty dla niego. Gdy już wybrali buty to podeszli do lady by zapłacić za wybrany towar. U nas za ladą u góry pod sufitem jest półka na której stoją trzy plastikowe damskie nogi na których mamy założone rajstopy na pokaz. No i ten mały chłopczyk mówi do swojej mamy :Mamooo ... ! weź wykręć swoje nogi i wkręć tamte <wskazując na te "rajstopowe nogi>. Taaamte są fajniejsze  :D . Hahaha... babka cała się zarumieniła ,szybko zapłaciła i wyszła ze sklepu. : )

Pierwsze podejście do Zombie Story

Jak każdego dnia budzik obudził mnie o 6 rano. Wstałam ,pościeliłam łóżko,umyłam się,pomalowałam rzęsy i zrobiłam sobie kanapki do szkoły (do Koszalina)...później standardowo pobiegłam na busa zawożącego mnie do szkoły zajmując w nim moje ulubione miejsce.Gdy już dojechałam na dworzec zauważyłam,że ludzie dziwnie się zachowują. W sumie być może dla innych w tych zachowaniu nie było nic niepokojącego i mogłam być troszkę przewrażliwiona. Do szkoły  "z buta" szłam niecałe 25 minut...i przez ten cały czas czułam się dziwnie. Cały czas nurtowały mnie myśli.. " Co się dzieje ? Czy coś przegapiłam ? Coś musi być nie tak ! " W szkole nie działo się nic niepokojącego oprócz tego ,że bardzo często bywało u nas pogotowie z powodu częstych omdleń uczniów. Gdy wracałam po lekcjach z Mariuszem ( dobrym kolegom z klasy) rozmawialiśmy o ostatnim odcinku naszego ulubionego serialu The Walking Dead. I w sumie to ogólnie zastanawialiśmy się jakby to wyglądał świat ,gdyby wybuchła taka "Apokalipsa Zombie". Na wyspie busów przy dworcu nie było już nic dziwnego.. no i wróciłam z powrotem do Sianowa( miejscowości w której mieszkam) .Wszystko było tak jak dawniej,jednak coś mi nie pasowało. .Miałam bardzo złe przeczucia...w sumie miałam już je od samego rana.Około godziny 22 zaczęły wyć syreny straży pożarnej,które było słychać w całym mieście.Pomyślałam sobie,że pewnie strażacy wyruszają na jakąś poważną akcje,ale gdy włączyłam telewizor zaniemówiłam z wrażenia. Byłam już na maksa totalnie przerażona.Sądziłam ,że to jakiś żart,że to nie może być prawda.To się nie dzieje na serio. Prezydent ogłosił stan krytyczny w kraju.Lecz nie tylko u nas w Polsce to ogłoszono,ale na całym świecie. Naukowcy wyjaśniali ,że to jakiś poważny wirus z Afryki,który ewoluował do takiego stanu,że każdy co jest zarażony umiera ,a po śmierci traci osobowości i ma chęć tylko na krew i świeże mięso.W Sianowie nie było bo zbytnio widoczne,że jest jakaś zaraza aczkolwiek ludzie sieli niezły zamęt.

<dalsza część jak wrócę z praktyk>

środa, 5 grudnia 2012

Mały wstęp

Dopiero zaczynam przygodę z blogowaniem,więc może to troszeczkę zająć zanim się tu odnajdę. Bloga założyłam po to,by móc wypisać gdzieś moje przemyślenia lub opisać moje problemy..tak jakby komuś się "wygadać" . Zamierzam także dodawać tu opowiadania,które sama wymyślam. Mówcie mi Trish. Jestem z małego miasteczka znajdującego się w okolicach Koszalina.Mam 17 lat i uczęszczam do szkoły zawodowej. Mam 4 rodzeństwa - 2 braci i dwie siostry... jestem najstarsza.I reszta o mnie wyjdzie "w praniu".